Pod koniec ubiegłego roku, kiedy otrzymała propozycję głównej roli w telenoweli „Siempre tuya Acapulco” nawet nie wyobrażała sobie sukcesu jaki osiągnie wcielając się w postać Olvido. Dzięki tej roli młodziutka jeszcze Melissa Barrera nie tylko zyskała ogromne doświadczenie jako aktorka, ale także skradła serca publiczności. W najbliższą niedzielę meksykańscy widzowie obejrzą wielki finał telenoweli. Z tej okazji podpytaliśmy Melissę co sądzi o swojej bohaterce, oraz co zmieniła w jej życiu i karierze pierwsza główna rola.

-To twoja pierwsza główna rola, czy jesteś zadowolona z wyniku pracy?

-Bardzo. Prawda jest taka, ze wynik jest lepszy niż sobie wyobrażałam. Kończę zdjęcia zadowolona, szczęśliwa i gotowa do kolejnych wyzwań, które są mi proponowane. Nie żałuję niczego, żadnej decyzji, którą podjęłam jako aktorka. Cieszyłam się każdą sekundą nagrań i tym, że gdy skończysz swoją ostatnią scenę możesz spojrzeć wstecz i poczuć, ze dałaś z siebie wszystko.

-Niewiele pozostało z tej Olvido, którą poznaliśmy w pierwszych odcinkach telenoweli. Transformacja jest ogromna. Jak trudne było to wyzwanie?

– Zdecydowanie to było wyzwanie. Był to taki typ postaci, tak dobrze napisanej, tak ludzkiej. Za którą my aktorzy jesteśmy wdzięczni do końca życia. Postać Olvido bardzo ewoluowała w ciągu całej telenoweli. Zmieniła się z naiwnej, niewinnej dziewczyny. Jej największym pragnieniem było poznanie prawdziwej miłości, aż w końcu musiała poświecić wszystko, nawet miłość. To kobieta, która cierpiała więcej niż można znieść. Jednak pomimo przeciwności losu pozostał w niej ten sam szczodry, szlachetny rodzaj duszy, który widzieliśmy od pierwszego odcinka. To było prawdziwe wyzwanie.

-Twoja bohaterka wiele przeszła na różnych etapach w ciągu całej telenoweli. Czy pamiętasz scenę, która kosztowała Cię szczególnie dużo?

-Było wiele trudnych scen podczas nagrań, dzięki Bogu. To są sceny, które sprawiają, ze rosnę jako aktor i jako człowiek. Scena narodzin była bardzo trudna. Po pierwsze dlatego, że takie sceny zawsze są bardzo delikatne, a po drugie, ze jeszcze nie jestem matka i nie wiem jak to jest naprawdę. Właśnie takie rzeczy kocham w aktorstwie. Miałam szanse przeżyć coś czego nigdy nie doświadczyłam w życiu i może nigdy nie doświadczę. Ogólnie wszystkie sceny dużo mnie kosztowały. Nie chciałam powielać stereotypu szaleństwa, gdy moja bohaterka przechodziła załamanie nerwowe, a to dlatego, że nie jest on prawdziwy. Wszystkie zaburzenia wynikają z urazu, w tym przypadku utraty dziecka. Zaczęłam się tym interesować, badać, czytać różne przypadki. Oglądałam filmy dokumentalne o podobnych sytuacjach, aby bliżej poznać i zobaczyć zachowania matek. To mi pomogło.

-Jak się pracuje u boku Daniela Elbittar?

-Niesamowicie. Nie mogłam marzyc o lepszym partnerze do mojej pierwszej głównej roli. Od pierwszego dnia porozumiewaliśmy się na tych samych falach i było nam łatwo pracować razem. Zawsze był ze mną i doceniam to. Zakończyliśmy zdjęcia jako para naprawdę dobrych przyjaciół i mam nadzieję, że nasze drogi przetną się ponownie w przyszłości.

-Czego nauczyła cię Olvido?

-Wielu rzeczy. Myślę, że najważniejszą rzeczą, której nauczyłam się od niej jest kochanie kogoś w sposób bezwarunkowy.

-Jakie nowe projekty masz przed sobą? Czy zobaczymy Cię ponownie w telenoweli?

-Nie zamykam drzwi przed kolejną telenowelą. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę się mogła dzielić z publicznością nową rolą. Pracuję również nad solowym albumem, który mam nadzieję uda mi się wydać na początku 2015 roku. Występuję też w teatrze i jednocześnie cały czas czekam na propozycje nowych ról, aby spełniać marzenia i iść dalej do przodu.

-Co możesz nam zdradzić o finale telenoweli. Czy zobaczymy szczęśliwą Olvido?

-Olvido zasługuje na to, aby być wreszcie szczęśliwa. Narazie mogę powiedzieć tylko tyle, że niedzielny odcinek będzie pełen akcji. Będą jeszcze trzy sceny śmierci, z których dwie będą naprawdę imponujące.

Opracowano na podstawie materiałów MasQueTelenovelas.


6 KOMENTARZE

  1. Dla mnie to zagadka, dlaczego wiele ludzi na forach mówi o tej telenoweli w samych superlatywach. Dawno nie widziałam tak głupiej historii, tak absurdalnych wątków, źle prowadzonych villanów a o samej pracy kamery się nawet nie wypowiem. Wiem, ze STA miała przyzwoitą oglądalność – chociaż nie nawiązała do tych najlepszych lat Azteci. Obejrzałam 20 odcinków i mówię nie. Azteca ma problemy, ale mam nadzieję że po tych dobrych wynikach STA nie będzie szła tą drogą. Azteca robiła kiedyś takie dobre telenowele :(

    • A jakie miały tytuły te dobre telenowele? Tej nie widziałam, ale obejrzałam początki i zakończenia dwóch: „Perły” i „Córki ogrodnika” i uważam, że Azteca robi nudne telenowele, za długie (ok. 200 odc.). Obie ciekawie się zapowiadały, jednak odcinki były nudne, bardzo wolna akcja, aż zrezygnowałam z oglądania. Lepsze robią Televisa lub Telemundo.

      • Dla mnie długość telenoweli absolutnie nie świadczy o jej, jakości. Ilość odcinków, o której mówisz to złote czasy Aztecki, teraz, jeśli jakaś telka ma u nich 120 odc. to już jest sukces. Mnie się akurat „Perła” podobała, ale jeśli chciałabyś obejrzeć coś nowszego i dobrego polecam „Amor Cautivo”.

      • Podajesz 2 tytuły i już osądzasz. Azteca robiła świetne telenowele na czele z AEC, CyS i Montecristo. Reszta takie jak Perla, LCDN, VAQ, ET są jedne z lepszych. Mnóstwo ominęłam bo Azteca wyprodukowała ponad 100 telenowel i tych tytułów jest wiele. Ale jej najlepsze czasy niestety skończyły się jakiś czas temu. Po 2010 (około tego, bo to nie jest wyraźna granica ) ich telenowele nie są już takie interesujące.
        Długość telenowel nie ma znaczenia, tak samo każdy może lubić inne telenowele Azteci, jednak chodzi mi o ogół, kiedyś ich telenowele były lepsze. A STA nawet nie ma tego klimatu co wcześniejsze ich telenowele :(

      • Akurat Amor en custodia i Montecristo to remaki produkcji argentyńskich – których formaty sprawdziły się także w innych krajach – zatem ich powodzenie w Meksyku nie jest w pełni zasługą Azteki, lecz Argentyńczyków. Perlę także można wciągnąć na tę listę.

        • Ale to są dobrze zrobione remaki. Większość telenowel z Meksyku to remaki produkcji z Południa. Poza tym świetnie zaadaptowali scenariusz, więc czemu miałabym ich nie zaliczać do świetnych telenowel.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.