Natalia Oreiro: Stawia na kino

Błyskotliwa, inteligentna, naturalna. Choć zwiedziła niejeden kraj, jako piosenkarka i aktorka, zagrała w niejednym filmie, czy telenoweli, pozostała sobą. Natalia

Błyskotliwa, inteligentna, naturalna. Choć zwiedziła niejeden kraj, jako piosenkarka i aktorka, zagrała w niejednym filmie, czy telenoweli, pozostała sobą. Natalia Oreiro jako 16 latka przedarła się na drugi brzeg Río de la plata w pogoni za marzeniami. Wiele z nich już się spełniło, ale w jej głowie wciąż kiełkują nowe pomysły. Choć nie marzy o Hollywood, po raz drugi staje przed szansą pojawienia się na czerwonym dywanie przed galą Oscarową. Jej ostatni film „Wakolda”, w reżyserii Lucii Puenzo, jest argentyńskim kandydatem do prestiżowych Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a także do nagród Goya. W oczekiwaniu na grudniowy koncert we Wrocławiu oraz premierę filmu „Wakolda” w Polsce (zaplanowaną na początek przyszłego roku), od dzisiaj możemy oglądać ją ponownie w roli, za którą pokochały ją miliony.

-„Cholito” ze „Zbuntowanego anioła”, dziewczyna „Tu veneno”, bokserka „La Monita” z „Jesteś moim życiem”. Ile z nich jest w tobie?
-Identyfikuję się z każdą graną postacią, oddaję jej część siebie, ale nigdy nie jest ona w pełni mną. Łączą nas wszsystkie dwie cechy, radość i odwaga.

-Twoje nazwisko kojarzy się z telenowelami, ale to plan filmowy stał się ostatnio Twoim domem. Jaki gatunek filmowy najbardziej cię pociąga?
-Nie jestem wybredna. Lubię grać w komediach, bawić ludzi, lecz to produkcje dramatyczne, w jakich grałam ostatnio, sprawiły, że stałam się zauważalna. Wybieram role, które mają silną osobowość oraz pozwolą mnie samej się rozwinąć. Zwracam także uwagę na spojrzenie reżysera.

-Czym się kierujesz, przy dokonywaniu wyboru? Są role, którym mówisz stanowcze „nie”?
-Nie potrafię wskazać roli, jakiej nigdy bym nie przyjęła. Jeśli odrzucam jakąś, to dlatego, że jest podobna do tej, którą już grałam. Nie chcę się powtarzać. To żadne wyzwanie. Przy podejmowaniu wyboru na pierwszym miejscu stawiam historię, jaką chce się opowiedzieć, a później na reżysera, jego dokonania, oraz dobór obsady, która również ma duży wpływ. Pociągają mnie kobiety, które mają jakąś wartość lub wiadomość do przekazania. W kinie postać kobiety jest często ukazywana jako obiekt pożądania. Ja nie chcę grać „ślicznotek”. Nudzi mnie to. Niestety, to mężczyźni znacznie częściej otrzymują ciekawe role. Trudno jest znaleźć silne kobiety, z charakterem.

fot. nataliaoreiro.com
fot. nataliaoreiro.com

Film “Jak mam na imię” (emisja na kanale Cinemax – przyp. red.) zgarnął 5 statuetek podczas tegorocznej gali Cóndor de Plata, w tym za najlepszy film, scenariusz i reżyserię. Natalia Oreiro została wyróżniona statuetką w kategorii “Najlepsza aktorka”, którą zadedykowała Babciom z Plaza de Mayo, do dziś szukającym “zaginionych” podczas tzw. brudnej wojny wnuków.

-Gratulacje za nagrodę Conder de Plata dla najlepszej aktorki.
-Dziękuję. Otrzymałam ją za film „Jak mam na imię”. Zagrałam w niej postać dramatyczną, walczącą o swoje ideały.

-Co przyniosła ci ta rola?
-Była przełomową. Od teraz moja kariera dzieli się na tę przed i po „Jak mam na imię”. Charo to kobieta, która uparcie trzyma się swoich poglądów. Publiczność nie zwykła widywać mnie w tego typu postaciach. Film trafił w gusta widzów i przyniósł mi ogromne uznanie. To dzięki niemu na moim biurku zaczęły pojawiać się coraz ciekawsze skrypty. Mój ostatni film „Wakolda” także nie należy do najłatwiejszych, a postać Evy, którą niewątpliwie zawdzięczam roli w „Jak mam na imię”, była równie złożona.

-„Wakolda” przemierza cały świat. Jak przygotowałaś się do roli w tym filmie? Jakie są Twoje oczekiwania?
-Nie wiem, co przyniesie los. „Wakolda” była kontynuacją drogi, jaką obrałam przy poprzednim filmie. Pomogła mi poszerzyć horyzonty. W przygotowaniach największą barierą był język. Moja postać mówi po niemiecku.

fot. Wanda Vision
Natalia Oreiro i Alex Brendemühl w filmie “Wakolda” (fot. Wanda Vision)

Nad poprawnością wymowy aktorki w filmie czuwał Alex Brendemühl, wcielający się w postać niemieckiego lekarza, Josefa Mengele. Katalończyk mówi płynnie po niemiecku (jego ojciec jest Niemcem) i to on pomagał Natalii odpowiednio artykułować niemieckie głoski jeszcze podczas zdjęć.

-Po ośmiu latach przerwy wracasz na scenę, żeby śpiewać. Czujesz tremę?
-Mam wysokie oczekiwania, dlatego razem z grupą dużo ćwiczymy, przygotowujemy stroje oraz część wizualną. Trasa nosi tytuł „Tour hits” i zagramy utwory, jakie nieraz śpiewaliśmy razem, jakie wszyscy dobrze znamy. Przygotowałam także niespodziankę w postaci nowych kawałków. Oby udało nam się zrobić dobrą fiestę!

-To prawda, że planujesz wydanie czwartej płyty?
-Istnieje taka szansa. Jeśli tak się jednak nie stanie, na pewno znajdziecie moje utwory w Internecie.

-I będziesz przebierać się dziesięć razy?
-Mniej więcej tak! (śmieje się) Nie liczyłam.

fot.
Sukces “Zbuntowanego anioła” przerósł najśmielsze oczekiwania samej aktorki. (fot. nataliaoreiro.pl)

-„Zbuntowany anioł” powraca na szklane ekrany w Polsce, w Rosji, w Czechach. Jaki jest sekret tego fenomenu?
-Nie znam go i chyba nie istnieje. Gdyby ktoś opracował formułę, ta powtarzałaby się w nieskończoność. Miłość jest czymś uniwersalnym. Ma charakter ponad kulturowy. Kiedy się pojawia, każdy z nas ją rozumie. W „Zbuntowanym aniele” dominują romantyzm i humor. Milagros jest normalną dziewczyną. Każda z nas, tak jak ona, zakochuje się i bywa, że nasza miłość jest niemożliwa, ale walczymy o nią. Milagros kocha muzykę, sport. Granie jej sprawiało mi dużą satysfakcję. To niepoprawna marzycielka, zbuntowana!, nigdy nie postępuje tak, jak ja mówią i zawsze podąża za głosem serca. I to właśnie przemówiło za sukcesem telenoweli.

-Publiczność pragnie zobaczyć cię ponownie z Facundo Arana. Co ty na to?
-Jasne! Jesteśmy wielkimi przyjaciółmi, prawie codziennie do siebie dzwonimy. Pewnie przyjdzie moment, w którym znowu zrobimy coś razem. Świetnie się rozumiemy.

-Co sądzisz o telenowelach?
-Lubię w nich występować, bo telewizja ma magiczną moc przenikania do domów. Widzowie traktują bohaterów telenowel jak część swojej rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Mnie także obdarzono taką sympatią. Kiedy przylatuję do obcego kraju, jestem traktowana jak ktoś bliski. Tylko telewizja może tego dokonać.

-Oglądasz telenowele?
-Kiedy byłam miałam oglądałam je namiętnie całymi popołudniami. Teraz to niemożliwe przez ogrom pracy i dziecko. Ale zawsze je lubiłam.

-Jak czujesz się w najważniejszej roli; roli matki?
-Uwielbiam ją! Dzisiaj jest moim priorytetem. Wciąż się jej uczę. Kiedy myślę, że już wszystko wiem i sobie świetnie poradzę, wracam do początku. Każdy dzień przynosi nową lekcję. Z każdym dniem jestem coraz bardziej zakochana w moim synku.

Rozmawiała: Victoria Kuprienko
Tłumaczenie: Robert Aronowski

[tabs tab1=”Sueños de juventud (fragment filmu ‘Jak mam na imię’)”]
[tab id=1]

[/tab]
[/tabs]


Comments

  1. Como una loba, dla mnie to już stało sie hitem

  2. Najlepsza ;)

  3. Uwielbiam Natalię:)

  4. musi wydac tą plyte, musi!

  5. Gratuluje fantastyczny wywiad!!!
    Więcej takich :)

  6. Świetny wywiad :-) Uwielbiam Natalie jest jedną z najlepszych aktorek. Dziś był pierwszy odcinek Zbuntowanego anioła – oglądałam i jak zawsze Milagros rządzi ;-) hehe
    Te qiero :*

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.