Carla Peterson lubi żyć chwilą

Utalentowana argentyńska aktorka, znana z telenowel „Jesteś moim życiem”, „Lalola” i „Pan i pani Pells” jest u szczytu kariery i pracuje

Utalentowana argentyńska aktorka, znana z telenowel „Jesteś moim życiem”, „Lalola” i „Pan i pani Pells” jest u szczytu kariery i pracuje na pełnych obrotach. Można ją spotkać nie tylko na planie produkowanej przez Telefé telekomedii „Un año para recordar”, gdzie wciela się w rolę Any, pracownicy supermarketu, która prosząc o kolejną szansę otrzymuje od losu możliwość cofnięcia się o rok w czasie, ale także na deskach teatru u boku Adriana Suara w sztuce „La guerra de los Roses”, opartej o scenariusz filmu z 1989 roku „Wojna państwa Rose”.

– Co zrobiłabyś, gdybyś mogła przeżyć ostatni rok na nowo?
– Nie zmieniłabym niczego. Chciałabym jedynie zatrzymać nieco czas i sprawić, by niektóre momenty trwały ciut dłużej. Nie cofniemy czasu, nie zmienimy podjętych decyzji, tych złych i dobrych. Skoro je podjęliśmy, to mieliśmy jakiś powód i wszystko to czyni nas tym, kim jesteśmy. Pragnienie powrotu wstecz, aby coś naprawić to tchórzostwo. Należy z odwagą zaakceptować to, co nam się zdarzyło.

– Co czujesz do postaci, w jakie wcielałaś się w ciągu ostatnich lat?
– Podobało mi się to, co robiłam grając w Son amores, czy też później w Sos mi vida z Natalią Oreiro i Facundo Arana. Gdy je oglądam mówię sama do siebie „jakie to świetnie”. Nie wiem czy teraz odważyłabym się na to ponownie, tak samo jak nie wiem czy w tamtym czasie byłabym w stanie zagrać w tym, w czym gram obecnie. Telewizja pozostawiła mi dobre przyjaciółki: Natalię Oreiro, Griseldę Siciliani, Muriel Santa Ana, Claudię Fontán. Zagrałam z nimi także w innych projektach. Na przykład razem z Claudią Fontán i Marianą Promell wystąpiłam w sztuce ¿Quién es Jeanette?, a z Griseldą Corazón idiota na Paseo La Plaza.

– Sądzisz, że punktem zwrotnym w Twojej karierze była Lalola z Luciano Castro?
– Tak, to była ważna praca, i uważam, że nie byłabym w stanie jej wykonać, gdybym nie zagrała wcześniej wymienionych postaci.

– Cieszysz się z sukcesu zawodowego?
– Każdego dnia i jestem bardzo wdzięczna za to, co mi się przytrafia. Jestem świadoma tego, co przeżywam, i nie patrzę wstecz ani nie wybiegam w przyszłość. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że najbardziej cieszy mnie właśnie życie chwilą.

fot. Vitamina

– Przez dłuższy czas byłaś związana z aktorem, Mikiem Amigoreną, i oboje należycie do tego samego środowiska. Być może któregoś dnia przyjdzie wam spotkać się ponownie w pracy, macie też wspólnych znajomych. Czy to coś komplikuje?
– Nie. Lubimy się, ale czasami cele jednej osoby nie współgrają z wizją drugiej. Kiedy mówię, że jesteśmy przyjaciółmi nie oznacza, że dzisiaj spotkamy się i wyjdziemy razem. To znaczy po prostu, że świetnie się rozumiemy.

– Czy separacja zawsze wiąże się z porażką?
– Nie, nie sądzę. Rozstaliśmy się, ale nie uważam, że to miłość zawiodła.

– Czy sądzisz, że w takim natłoku pracy lepiej unikać związków?
– Nie wiem czy to lepsze czy gorsze. Tak po prostu jest. Wszystko zależy od organizacji. Być może znacznie trudniej dla obojga jest się wtedy spotkać. Dzisiaj każdy ma mało czasu, wszystko dzieje się tak szybko. Brakuje nawet chwili, by spokojnie usiąść w fotelu i obejrzeć telewizję. Teraz wszystko jest od razu.

– Czujesz się naciskana, że musisz znaleźć narzeczonego.
– Teraz nie, ale wcześniej przez to przechodziłam. Mam się dobrze i na szczęście nie słyszę już od innych „Carla, chcę ci kogoś przedstawić”.

– Marzysz o pracy u boku Almodovara, albo o karierze w Hollywood?
– Nie, marzyłam o tym jako dziewczynka. Dzisiaj nasze kino jest prawie tak znane jak sam Maradona. Nasz teatr bardzo często wystawia spektakle na poziomie z innymi na świecie. To pozwala mi czuć, że mam być tutaj gdzie jestem.


Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.