Gdy był małym chłopcem marzył, że zostanie pilotem i aktorem. Dzisiaj z dumą może powiedzieć, że urzeczywistnił oba marzenia. Choć meksykańskie media nazywają go telewizyjnym amantem, Cristián de la Fuente woli, żeby postrzegano go jako aktora. Rozdarty między domem i rodziną w Stanach Zjednoczonych oraz pracą w Meksyku, nauczył się chwytać dzień i wyciskać z niego to, co najlepsze.

-Czy efekt końcowy telenoweli „Nieposkromiona miłość” spełnił Twoje oczekiwania?
-Kiedy angażuję się w jakiś projekt, nie robię sobie żadnych nadzieli. Z aktorstwem jest jak z bejsbolem. Najlepszy gracz może zdobyć cztery punkty, czyli na dziesięć odbić ma cztery celne uderzenia. Jeśli na dziesięć projektów cztery z nich odnoszą sukces to jestem w pełni zadowolony. Cieszę, że telenowela została ciepło przyjęta. Ciężko nad nią pracowaliśmy.

-Razem z Silvią Navarro swego czasu byliście najgorętszą parą meksykańskiego show-biznesu. Skąd wzięła się wasza chemia?
-To miłe, gdy publiczność cię tak odbiera. Silvia jest znakomitą aktorką, oddaną pracy, z którą znalazłem wspólny język. Ale nie zawsze tak jest. Aktorzy nie musza się lubić. Dlatego tak ważny jest etap castingu. Jeśli producent nie widzi chemii między aktorami, to nikt nie uwierzy, że grane przez nich postaci łączy miłość. Równie ważna jest sama historia. Musi być dobrze poprowadzona, aby była wiarygodna.

fot. Televisa
fot. Televisa

-W nowej telenoweli „Quiero amarte” grasz Maximiliana. Opowiedz nam o niej.
-Pochodzi z rodziny przedsiębiorców działających w przemyśle kawowym. Aby być jeszcze lepszym, w tym co robi, spędził pięć lat w Europie. Po powrocie do Meksyku poznaje Amayę (Karyme Lozano), która sprawia, że zaczyna rodzić się w nim coś, czego nie czuje przy narzeczonej. Ale nie będzie im łatwo być razem, bo ona ma męża i dziecko, a on jest zaręczony…

-Identyfikujesz się z tą postacią?
-Bez dwóch zdań. Tak jak mój bohater jestem miłośnikiem kawy. Dzięki telenoweli poznałem od podszewki cały proces od sadzenia nasion, przez zbieranie ziaren, produkcję, aż do podania gotowego naparu na stół. Dzięki temu moja praca dała mi więcej radości.

-Nie możesz narzekać. Każda rola, jaką otrzymujesz w Meksyku, różni się od poprzedniej.
-Jedna z moich fanek napisała mi na Twitterze, że powinienem ściąć włosy i się ogolić. Brakowało tylko, żebym założył ludowy strój, a wyglądałbym identycznie jak w „Nieposkromionej miłości”. Chcę, żeby postaci, jakie kreuje nie tylko różniły się od siebie charakterem, ale także wyglądały inaczej. Do tego potrzebny jest odpowiedni look: fryzura, zarost czy ubranie. Max spędził pięć lat we Włoszech, co miało wpływ na jego gust.

-To Twoje drugie spotkanie z Karyme Lozano. Czujecie do siebie ogromną empatię, dużo żartujecie…
-Dobry kontakt z partnerem na planie jest rzeczą podstawową. Jestem zaszczycony możliwością pracy z Karyme. Podziwiam ją i jesteśmy przyjaciółmi już od czasu telenoweli „Marzenia nic nie kosztują”. Spędzamy dużo czasu razem. Wciąż zaczepiam ją moimi dowcipami. Świetnie się rozumiemy.

fot. Televisa
fot. Televisa

-Twoja rodzina cierpi na tym, że mieszkasz w innym kraju?
-Zamieniliśmy ilość na jakość. Choć widujemy się rzadziej, wykorzystujemy do oporu dany nam czas. Nie mogę zabrać ich do siebie, bo często się przeprowadzam, a moja córka musiałaby zmieniać szkołę co 7 miesięcy. Po zakończeniu zdjęć do „Quiero amarte” wrócę do Stanów Zjednoczonych i zostanę tam na jakiś czas. Laura (córka) dobrze wie, że tatuś pracuje w telewizji i nieraz wdziała mnie na planie zdjęciowym.

-Widziała cię także za sterem samolotu…
-Zawsze chciałem nauczyć się latać, bo to jest coś, czego ludzie nie potrafią. Uczucie, że szybujesz w przestworzach i obserwujesz zachód słońca z góry jest niesamowite. Już od dziecka marzyłem o tym, żeby zostać pilotem. Spełniłem swój sen, kiedy po odbyciu odpowiedniego kursu trafiłem do Sił Lądowych w Chile. Mam stopień porucznika. Potrafię robić akrobacje w powietrzu. Samo latanie to już dla mnie za mało.

-Kiedy zdecydowałeś się postawić na aktorstwo?
-Miałem siedem lat, gdy po raz pierwszy zobaczyłem „Gwiezdne Wojny”. Wtedy zapragnąłem być jak Luke Skywalker. Zbudowałem własny statek z kartonu i udawałem, że latam. Poczułem się kimś innym i to było fascynujące doznanie, które skłoniło mnie do zastania aktorem.

Jakie są twoje cele jako aktora, człowieka, rodzica i męża?
-Być jeszcze lepszym człowiekiem; jako aktor, przyjmować wielkie wyzwania i brać udział w projektach, które dostarczą mi satysfakcji; jako ojciec dawać mojej córce radość; jako mąż sprawiać, żeby moja żona czuła się spełniona.

Opracowano na podstawie Teve, Estilo DF i TvyNovelas


4 KOMENTARZE

  1. Mnie w tych włosach Cristian też się podoba:-)Jest męski i przystojny:-)Podkreślił w wywiadzie że chce aby jego postacie różniły się również wyglądem:-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.