Rozpoczął karierę jako 16-latek od udziału w serialu „Padres e hijos”. Wtedy nie miał jeszcze pewności, czy ścieżka aktorska jest tą, którą pragnie podążać. Pomimo wątpliwości, stawał do castingów i grywał epizodyczne role w serialach „Doña Bella”, „Mujeres al límite”, „A corazón abierto”, kontynuując jednocześnie naukę na uniwersytecie. Przełomowym momentem w jego życiu była rola Leo w serialu „Lynch”. Sukces produkcji skłonił go do podjęcia decyzji o przerwaniu studiów, zamieszkaniu w stolicy i kształceniu się w sztuce dramatycznej. W ekskluzywnym wywiadzie dla novela.pl debiutujący aktor opowiada nam o zdobytym doświadczeniu, życiu w Kolumbii, swoich pasjach i planach na przyszłość.

– Jak otrzymałeś angaż do serialu „Lynch”?
– Drogą castingu, tak jak pozostała ekipa aktorów. Mój menadżer zadzwonił do mnie, aby zaproponować mi rolę w „El cartel de ataúd” (tłum. Kartel trumien), bo tak brzmiał pierwotnie tytuł serialu. Otrzymałem krótką charakterystykę postaci Leo i skrypty. Im bardziej wczytywałem się w dialogi, tym bardziej lubiłem tę postać. Coś podpowiadało mi, że ta rola jest przeznaczona dla mnie. I nie myliłem się.

– Opisz własnymi słowami, kim jest postać Leonarda.
– To dobry chłopak, inteligentny, koleżeński, ale trapią go problemy natury egzystencjalnej, hormonalnej oraz brak matki. Dlatego na początku traktuje ojca jak okrutnika, choć tak naprawdę nie wyobraża sobie bez niego życia. Próbuje w ten sposób zwrócić na siebie uwagę. Jest nastolatkiem spragnionym nowych doznań, niewinnym, dobrym. Przejmuje się tym, co dzieje się w zakładzie pogrzebowym i to niewątpliwie ma wpływ na jego zachowanie.

fot. Moviecity
fot. Moviecity

– Czy środowisko, w jakim dorasta Leo różni się od tego, w jakim żyją młodzi Kolumbijczycy?
– Tak i nie. Owszem, nie trudno jest wejść do dyskoteki, barów i klubów bez dokumentu tożsamości, ale coraz częściej są prowadzone kontrole. Młodzi ludzie szukają sposobu na to, by poeksperymentować. Zdobycie alkoholu to prosta sprawa. Z narkotykami, w znacznej mierze, jest podobnie. Na ulicach często widać manifestacje, które irytują większość Kolumbijczyków. Narzekamy na złe zarządzanie oraz złe przeznaczenie środków, które powinny trafić do narodu. Na to, że młodzież nie ma szans się rozwijać, a zdrowie i edukacja zamieniły się w dochodowy interes. Wielu młodych ludzi przypomina Leo, ale są jego gorszą wersją. Na szczęście nie wszyscy. Są i tacy, którzy stawiają sobie wysokie cele i potrafią do nich dążyć. Kolumbia ma wielu znakomitych wzorów do naśladowania. Decyzja o tym, kim będziemy, należy do nas. Możesz iść na uniwersytet, jak wielu młodych ludzi, albo skończyć na ulicy albo w parku w jakiejś marginesowej dzielnicy. Jeśli chcesz coś osiągnąć, i tak to zrobisz, choć byłoby łatwiej, gdyby droga była prostsza.

– Jak przygotowałeś się do roli Leo?
– Leo był wyzywająco skomplikowaną postacią. Do tego casting odbył się na kilka dni przed rozpoczęciem zdjęć. Na początku sprawiało mi wiele trudności grać sceny, w których Leo pali, sięga po narkotyki albo idzie po raz pierwszy do łóżka z Sarą. Nie było łatwo, ale ja lubię wyzwania. Przez cały czas mogłem liczyć na mojego trenera.

– Jakaś anegdota z planu?
– Niejedna (śmieje się). Miewałem spadki emocjonalne, potyczki, doświadczenia ważne i ważniejsze, ale przede wszystkim możliwość grania. Opowiem wam jedną. Kręciliśmy scenę, w której do zakładu przychodzą szukać Isabel. Leo obserwuje wszystko z góry, a później ucieka, najpierw na taras, a następnie wzdłuż murku. Kiedy biegłem tamtędy, poślizgnąłem się i boleśnie upadłem. Mimo to, nie przerwano sceny. Wstałem i biegłem dalej, aż do końca ujęcia. Po wszystkim usłyszałem gromkie brawa od ekipy.

fot. Moviecity
fot. Moviecity

– Relacje Leo z bliskimi są dość zastanawiające, zwłaszcza ta z Isabel –  chłopak zakochuje się w niej i fantazjuje z nią, nieświadomy, że jest jego matką, a gdy poznaje prawdę, odtrąca ją, ale jednocześnie chodzi za nią jak cień. Jak radziłeś sobie w tych sytuacjach?
– Te sceny były tak samo trudne, jak i zabawne. Udało nam się dzięki pomocy Natalii. Praca nad niektórymi ujęciami wymagała od nas ciężkiej pracy. Zawsze chodziło o to, żeby pokazać, co chce Leo, dlaczego, po co.

– To pytanie jest oczywiste. Jak układała Ci się współpraca z Natalią Oreiro?
– Znakomicie. Z każdym dniem lubiliśmy się coraz bardziej. Po każdym powrocie z Argentyny rozpieszczała mnie pysznymi czekoladkami. Dużo rozmawialiśmy. Podczas pracy nad drugim sezonem poznałem jej syna, Merlína. Traktowałem go jak młodszego brata (śmieje się). Wiele się od niej nauczałem. Jest piękną i wielką kobietą, profesjonalistką.

– “Lynch” jest jedną z pierwszych produkcji zrzeszających aktorów z całej Ameryki Łacińskiej, którzy mówią w swoim akcencie. Co sądzisz o tym pomyśle? Czy nie jest zbyt ryzykowany, zbędny, a może właściwy i wskazany?
– Jak najbardziej wskazany. Przy odpowiednim wsparciu technicznym, dobrej fabule i pierwszorzędnej obsadzie, akcent odchodzi na drugi plan. Choć pomysł jest ryzykowny, znakomicie uzupełnia produkcję. Przychodzi taki moment, kiedy widz całkowicie zapomina o tym, że Natalia mówi z akcentem argentyńskim, a Alejandro Calva z meksykańskim.

– Co dał Ci udział w „Lynchu”?
– Rozwinąłem się zawodowo, ale także dojrzałem jako osoba, z czego jestem niesamowicie szczęśliwy. Poczułem, że moje poświęcenie nie poszło na marne.

– Jakie masz plany na ten rok?
– Planowałem przeprowadzić się do siostry w Medellín (45 minut samolotem od Bogoty). To inspirujące miasto, z czarującymi ludźmi, dobrymi uniwersytetami. Rozważałem możliwość studiowania w tym mieście, ale doszedłem do wniosku, że zrobiłbym krok wstecz w mojej karierze. Dlatego pozostanę w Bogocie i zajmę się przygotowaniami do kolejnego występu w telewizji. Planuję także napisać książkę i zająć się montażem scenicznym. Mam wiele projektów i muszę odłożyć studia na później. Kiedy angażuję się w jedne projekt, nie mam czasu zająć się niczym innym. Każda postać wymaga czasu i oddania. Tęsknię za Medellín, ale wiem, że w stolicy czekają na mnie nowe wyzwania i wiele dobrego. Nie wykluczam także podróży. Chcę wrócić do Buenos Aires i Meksyku. Być może zawitam także do Miami w celach zawodowych.


3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.