Urodził się w Argentynie i tam stawiał swoje pierwsze kroki w karierze modela, później aktora. Lecz dopiero wyjazd do Miami pomógł mu rozwinąć skrzydła. Dzisiaj jest jedną z najbardziej obiecujących gwiazd telewizji hiszpańskiej. My kojarzymy go najlepiej z ról w telenowelach „Ktoś Cię obserwuje” i „Dom po sąsiedzku”.

-Jak trafiłeś do konkurencyjnego świata telewizji?
-Telewizja okazała się następstwem. Jako chłopiec zacząłem przygodę z teatrem dzięki ojcu, który zawsze był w całości oddany sztuce jako pisarz, muzyk, reżyser i aktor. Później zacząłem występować w reklamach, pracowałem jako model, aż w rezultacie trafiłem do telewizji.

-Dlaczego zrezygnowałeś z pasji do bejsbolu?
-Przygodę z bejsbolem traktuję jak kolejny z etapów mojego życia. Wtedy miałem obsesję na punkcie zostania profesjonalnym zawodnikiem. Dostałem szansę sprawdzenia się w tej roli w Wenezueli, gdzie zrozumiałem, że ten świat jest zbyt przesiąknięty rywalizacją, a ja nie czułem się w nim komfortowo. Fakt, że większość z moich kolegów próbowało mnie prześcignąć oraz długa rozłąka z rodziną sprawiły, że straciłem zachwyt do tej dyscypliny. Szanuję ją, ale nie była tym, czego szukałem. Wróciłem do mojego kraju i trafiłem do teatru.

-Mówi się, że jesteś jednym z najprzystojniejszych aktorów. Pochlebia ci to, czy wolisz, żeby ludzie cenili cię w pierwszej kolejności za twój talent?
-To komplement. Nigdy nie szukałem kariery jako model. Przyszła sama i wykorzystałem ją do oporu. Nie narzekam, bo zawsze wiedziałem, że modeling mógłby mi pomóc w dostaniu się do telewizji.

-I pomógł ci?
-O tak. Komplementy za to jak wyglądam zawsze są mile widziane, jednak ja staram się, by to moja część artystyczna była postrzegana w pierwszej kolejności. Gdy ktoś gratuluje mi za mój wkład jako aktora, jestem szczęśliwszy, niż gdy chwali mnie za mój wygląd.

fot. Telemundo

-Jesteś niewolnikiem siłowni?
-Niewolnikiem nie. Prowadzę zbilansowaną dietę i dbam o siebie. Chodzę na siłownię wtedy, gdy mogę. Mając rodzinę i pracę nie jest to łatwe. Korzystam z niej głównie wtedy, gdy nie pracuję.

-Jak poradziłeś sobie ze zmianą akcentu, zwłaszcza na meksykański?
-Kosztowało mnie sporo czasu, ale poszło znakomicie. Nigdy nie pracowałem w Meksyku. Wystąpiłem w jednej telenoweli, „Los exitosos Pérez”, dla meksykańskiej stacji, nakręconej w Argentynie lecz mówionej całkowicie „po meksykańsku”. Było w niej troje Argentyńczyków i mieliśmy nauczyciela, który pomagał nam posługiwać się akcentem z większą swobodą, tak by możliwe było zapomnieć o tym, że mówimy neutralnym hiszpańskim i skupić się tylko na grze.

-Jak z twoim angielskim?
-Wykorzystuję każdą chwilę na naukę, w garderobie, w domu czy podczas przerwy na planie. Mam nawet w moim tablecie kurs angielskiego. Wierzę, że gdy do czegoś się bardzo przykładasz, odnosisz rezultaty. Trzeba być gotowym na każdą z szans jaką stawiają Stany Zjednoczone. Nie chciałbym, aby bariera językowa uniemożliwiła mi dalszy rozwój.

-Interesuje cię Hollywood?
-Tak. Prawdę mówiąc wziąłem już udział w kilku próbach i zrozumiałem, że nie jest ono takie nieosiągalne. Gdy mieszkasz w Argentynie wydaje się czymś niemożliwym. W Miami jest znacznie bliżej. Ale wszystko w swoim czasie. Nie można niczego przyśpieszać, ale być zawsze gotowym. Jak powiedziałem wcześniej, trzeba ciągle przygotowywać się na moment, w którym pojawią się szanse.

Z planu „El rostro de la venganza”. Na zdjęciu z Maritzą Rodríguez. (fot. Telemundo)

-Diego, postać którą grasz w telenoweli „El rostro de la venganza” dotyka bardzo kontrowersyjnego dla Stanów Zjednoczonych tematu, jakim jest bullying – przemoc rówieśnicza. Co sądzisz o tym temacie?
-Ciekawi mnie, bo stał się dla mnie wyzwaniem. Chodzi przecież o osobnika, który żyje z traumą po zabiciu siedmiu kolegów z klasy mając zaledwie osiem lat. Spędził 20 lat w więzieniu, opuszczony przez rodzinę i całkowicie odizolowany od społeczeństwa. Zająłem się wnikliwym badaniem konfliktów, z jakimi styka się osoba po tylu przejściach i czerpię z tego korzyści. Zwłaszcza z procesu próby włączania się do społeczeństwa. Jako ojciec podchodzę do tematu z zainteresowaniem, gdyż pomaga mi zbudować wyobrażenie na coś, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę. To problem, którego nie powinniśmy ignorować, zwłaszcza będąc rodzicami.

-Jakie masz plany?
-Będę kontynuował pracę w „mikro teatrze”. Powracamy ze zdwojoną siłą i chcemy, żeby wszyscy ludzie w Miami poznali inną modalność sceniczną, zwłaszcza ci, którzy nie zwykli chodzić do teatru. Oferujemy krótkie spektakle, z różnych gatunków, w miejscach, w których można zjeść i napić się z przyjaciółmi.


2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.