2 maja na dziesięć dni krakowskie kina wypełnią filmy z całego świata. Rozpoczyna się 6. edycja Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego OFF PLUS CAMERA. Miłośnicy produkcji hiszpańskich i południowoamerykańskich mają do wyboru 9 filmów, których wizytówki prezentujemy poniżej.

Prosto z Festiwalu Filmowego w Maladze, gdzie został nagrodzony pięcioma statuetkami, do Krakowa trafi film katalońskiego reżysera Carlosa Marquesa-Marceta pt. „10.000 km”. Film zostanie wyświetlony w sekcji Odkrycia. Liczba z tytułu filmu nie jest przypadkowa. Właśnie tyle dzieli Barcelonę od Los Angeles, a jednocześnie Sergiego (David Verdaguer) od Alex (Natalia Tena). Plany, by założyć rodzinę, odłożone zostały o kolejny rok na rzecz zawodowej szansy, jaka otworzyła się przed kobietą. O związku na odległość zdecydowanie łatwiej jednak się mówi, niż rzeczywiście w nim funkcjonuje. Codzienną bliskość parze bohaterów zastępuje wymiana e-maili, a namiastką intymności stają się wideo-rozmowy na Skypie. Sergi i Alex starają się zachowywać tak, jakby wszystko było „po staremu”. Wspólnie gotują, tańczą, zaspokajają się. Każdy dzień to dla ich związku kolejna próba, a dzieląca ich przestrzeń uwiera coraz bardziej. Rodzą się frustracje, niedopowiedzenia, które trudno rozwiązać przez ekran komputera. To rozgrywający się jedynie we wnętrzach melodramat, rozpisany ledwie na dwa głosy. Chwilami wzruszający, ale zdecydowanie częściej przytłaczający obraz miłości w czasach… nowych technologii.

Nagrodzony Goyą za najlepsze zdjęcia, budzący niepokój film o spokojnym mieszkańcu Granady, Carlosie. Z zawodu jest krawcem, po godzinach… kanibalem, gustującym w młodych kobietach, które spotyka na swojej drodze. Nieświadome czyhającego zagrożenia ofiary trafiają do odizolowanej od świata chatki w górach, gdzie rozpaczliwe wołanie o pomoc zdaje się na nic. Tam z prawdziwą maestrią mistrza kuchni Carlos starannie przygotowuje kolejne posiłki. Sytuacja komplikuje się z chwilą, gdy w jego życiu pojawia się siostra jednej z ofiar. Ciasne, klaustrofobiczne pomieszczenia i dominujące w filmie ciemne barwy tworzą nastrój grozy i zamknięcia. Manuel Martin Cuenca nie rozwodzi się specjalnie nad motywacjami makabrycznych zachowań swojego bohatera. Dużo bardziej interesuje go to, jak zachowa się on w chwili niespodziewanej próby. Tym samym ten minimalistyczny thriller stopniowo przeradza się w opowieść o miłości, cierpieniu i walce z ciemną stroną ludzkiej natury. Hannibal Lecter lubi to! Film „Caníbal” w reżyserii Manuela Martína Cuenki zostanie pokazany w ramach sekcji Odkrycia.

Film meksykańskiego reżysera Fernando Eimbcke’ego „Club sandwich” (sekcja Dorastanie na opak) to czarująca opowieść inicjacyjna. Piętnastoletni Hector spędza wakacje w kurorcie ze swoją nieco nadopiekuńczą matką. Dni upływają im leniwie na kąpielach w hotelowym basenie, piciu fantazyjnych koktajli i spożywaniu kolejnych posiłków. Do czasu aż nieśmiały chłopak, zawstydzony swoim wyglądem, zakocha się po raz pierwszy w rówieśniczce. Paloma nie potrafi z jednej strony odnaleźć się w sytuacji, kiedy syn wkracza w fazę dojrzewania, z drugiej – z pobłażaniem spogląda na młodzieńcze miłosne wybryki. Tymczasem Hector na oczach matki i widzów odkrywa własną seksualność i próbuje pogodzić się ze swoją cielesnością. Eimbcke kreśli przekonujący portret postaci, której dorastanie charakteryzuje nie tylko zażyły, miejscami aż nazbyt bliski, związek z rodzicem, ale też spora doza niepewności co do własnego ciała. Główny bohater, mimo fascynacji płcią przeciwną, zdecydowanie nie jest typowym nastolatkiem, a wstydliwość i zaborcza matczyna miłość czynią go „Innym”, ustanawiając nienormatywne dzieciństwo Hectora.

Akcja filmu Mariany Rondón pt. „Pelo malo” (sekcja Dorastanie na opak) rozgrywa się w jednej z ubogich dzielnic Caracas. Dziewięcioletni Junior dorasta w niezbyt komfortowych warunkach. Jego matka nie może utrzymać żadnej pracy, a chłopiec pomaga jej nie tylko sprzątać w mieszkaniach zamożnych ludzi, ale i zajmować się małym bratem. Bohater ma burzę pięknych, kręconych włosów, ale za wszelką cenę usiłuje je wyprostować. Junior z tęsknotą spogląda na kobiece popgwiazdy, rzuca zalotne spojrzenia w stronę starszego o kilka lat chłopaka i nigdy nie gra ze swoimi rówieśnikami w piłkę. Jego jedyną towarzyszką jest dziewczynka z sąsiedniego bloku. Razem z nią słucha muzyki i spędza dnie na rozmowach o strojach. Coraz bardziej zaniepokojona  matka chłopca zaczyna stosować wobec niego ostre metody wychowawcze. Rondón tworzy subtelny portret dorastającego bohatera, którego seksualność nigdy nie zostaje wypowiedziana wprost przez niego samego. Posługując się niemal dokumentalnym stylem, przeprowadza ostrą krytykę sztywnych genderowych norm i pokazuje brutalne sposoby, na jakie świat dorosłych egzekwuje je od dzieci.

Rio de Janeiro – miasto kontrastów. Z jednej strony luksusowe wille, prywatne szkoły i życie ponad stan, z drugiej fawele, trwanie na skraju ubóstwa oraz wszechobecna przemoc. 17-letni Jean należy do tego pierwszego świata. Wraz z rodzicami i młodszą siostrą zajmuje tytułowy „wielki dom”, mając do dyspozycji prywatnego szofera i dwie gosposie. Chłopak stoi na skraju dorosłego życia. Jest w ostatniej klasie liceum i wkrótce będzie musiał zadecydować o przyszłości. Tyle że dużo bardziej interesują go dziewczyny i nocne życie Rio. Poznaje pochodzącą z niższej klasy Luizę, zmagającą się na co dzień z problemami, które bohater zna tylko ze słyszenia. Znajomość ta zobrazuje mu hipokryzję jego najbliższych oraz pomoże zredefiniować system wartości. Fabularny debiut Fellipe Barbosy, choć ujęty w formułę coming-of-age movie, jest wyrazistą diagnozą problemów trawiących współczesną Brazylię. Reżyser boleśnie punktuje rasizm, społeczne nierówności i wiążący się z nimi problem dostępu do edukacji. W pierwszej kolejności krytykuje system, nie zaś bohaterów, na których spogląda raczej z sympatią. Film „Casa Grande” znajdziemy w sekcji Raport mniejszości.

W ramach pokazów specjalnych brazylijski film „A memoria que me contam” Lucii Mulat. Rewolucyjne reminiscencje. Pokoleniowe spory. Przewrotność ludzkiego losu. Wreszcie poczucie, że każdy radykalny zryw w konsekwencji niesie z sobą pewne kompromisy. O wszystkim tym Lúcia Murat opowiada w swoim podszytym sporą dawką ironii filmie. Pretekstem do tych refleksji staje się spotkanie grupy starych przyjaciół, byłych opozycjonistów, choć okoliczności nie należą do zbyt sprzyjających. Na łożu śmierci znajduje się Ana, charyzmatyczna liderka z dawnych lat, „prawdziwa buntowniczka”, jak określają ją bliscy. Czuwanie przy kobiecie budzi szereg wspomnień, zwłaszcza że polityczna zawierucha i medialna nagonka w Brazylii zdają się z tym dobrze korespondować. Przeszłość oceniana jest dzisiaj przez protagonistów z zupełnie innej perspektywy. W końcu każdy z nich poszedł swoją ścieżką i niesie własny, odmienny bagaż doświadczeń. Wzniosłe ideały zastępuje zatem pragmatyzm, a utopię – prawdziwe życie. Pojęcia dobrze znane kolejnemu, mniej romantycznemu, pokoleniu.

Prezentowana przed szeroką publicznością na Warszawskim Festiwalu Filmowym „Gloria” Chilijczyka Sebastiana Lelio (gościa tegorocznej edycji festiwalu Off Plus Camera!) jest pozycją, której nie można przegapić. Gloria jest 58-letnią rozwódką. Wychowała dwójkę dzieci, które żyją już własnym życiem i poświęcają matce niezbędne minimum swojego czasu. Pogorszeniu ulega też stan zdrowia bohaterki, wskutek czego w przyszłości może nawet stracić wzrok. Wiele osób na miejscu Glorii już dawno by się poddało. Ale nie ona. Zamiast siedzieć bezczynnie w czterech ścianach ciasnego mieszkania, woli powalczyć o własne szczęście. Czy to na lekcjach jogi, niezdarnie wykonując kolejne ćwiczenia, czy w klubie tanecznym, poszukując towarzysza na kolejne lata. Tak poznaje Rodolfo, byłego oficera marynarki wojennej, mężczyznę podobnie jak ona po przejściach. I choć chilijski reżyser Sebastián Lelio i w tym wypadku rzuca swojej bohaterce kolejne kłody pod nogi, ta, niezrażona, otrzepuje się tylko i pędzi dalej przed siebie. Taka właśnie jest Gloria. Uśmiech połączony z pewną nutą naiwności nie schodzi z twarzy tak jej, jak i widza. A wszystko w rytm wielkiego przeboju Laury Branigan.

Pełnometrażowy debiut Diego Quemady-Díeza można by nazwać dość osobliwym coming-of-age movie. Film „La jaula de oro” (sekcja Odkrycia) opowiada o życiowym doświadczeniu, jakie młodzi bohaterowie zbierają w trakcie ryzykownej podróży w stronę lepszego jutra. Swój początek ma ona gdzieś w gwatemalskich slumsach, a celem jest mityczne Los Angeles. Namiastkę Ameryki i nowego życia Juan, Samuel i Sara, która ze względów bezpieczeństwa podróżuje przebrana za chłopaka, mają jedynie na zdjęciach. Po drodze spotykają Chauka, młodego Indianina, który nie posługuje się językiem hiszpańskim. Początkowo traktowany jak intruz, będąc także powodem konfliktów, w miarę kolejnych pokonywanych kilometrów staje się integralną częścią grupy. W obliczu przeszkód, jakie staną na drodze młodych, jedność może się okazać kluczowa. W tym pięknie sfotografowanym filmie hiszpański reżyser z dużym wyczuciem i wrażliwością mówi o dorastaniu w ekstremalnej sytuacji. Tłem czyniąc  jednocześnie globalną dyskusję o problemie nielegalnej imigracji.

Niemal każdego roku Hiszpania wydaje jeden film anglojęzyczny. W minionym roku powstały dwa – „Enemy” i właśnie „Grand piano” (prezentowany w sekcji Odkrycia). Obraz reżysera Eugenio Miry to dobra propozycja dla wielbicieli muzyki klasycznej i Alfreda Hitchcocka. W dowolnej kolejności. Elijah Wood wciela się w Toma Selznicka, człowieka sukcesu, jednego z najbardziej utalentowanych pianistów swojego pokolenia, szczęśliwie żonatego z kobietą, która spełnia się jako aktorka. Sielski z pozoru krajobraz zakłóca pewne drobne zdarzenie. Przed pięcioma laty jeden z koncertów bohatera zakończył się kompletną klapą po tym, jak Tom nie poradził sobie z wykonaniem arcytrudnego utworu „La Cinquette”. Kariera mężczyzny stanęła pod znakiem zapytania, a on na długi czas zamknął się w sobie. Poznajemy go w chwili, gdy planowany jest jego triumfalny powrót. Szczelnie wypełniona chicagowska sala koncertowa, piękna Emma na widowni, akompaniament orkiestry symfonicznej. Wszystko przebiega zgodnie z planem aż do momentu, gdy siedząc już przed fortepianem na scenie, na swojej partyturze widzi napis: „Zagraj jedną złą nutę i zginiesz”. Żarty się skończyły, koncert czas zacząć. Film hiszpańskiego

Opracowano na podstawie materiałów prasowych OffPlusCamera


2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.