Jest takie baskijskie miasteczko w Hiszpanii, do którego pięć wieków temu wiedźmy zjeżdżały się na sabat. Nosi nazwę Zugarramurdi i mieści się na północy Navarry. Do niego, pozornie przez przypadek, trafiają dwaj rabusie, bohaterowie filmu “Las brujas de Zugarramurdi”, którego premiera odbyła się podczas 61. Festiwalu w San Sebastián. Jeden jest ucharakteryzowany na ołowianego żołnierzyka (Mario Casas), a drugi na posrebrzanego Jezusa (Hugo Silva), syn tego drugiego i „wynajęty” szofer (Jaime Ordóñez), który miał ich przewieźć przez granicę do Francji. Wiozą ze sobą łup w postaci worka pierścionków skradzionych chytrze ze sklepu jubilerskiego w samym centrum Madrytu – na Puerta del Sol.

„Pomysł na początek filmu zaczerpnąłem z życia” – wyjaśnia reżyser, Álex de la Iglesia. „To jedna z tych sytuacji, kiedy planuję zabrać córki na wycieczkę, a nasza wyprawa przybiera charakter czegoś na miarę napadu”. „Uważam, że to jeden z najlepszych momentów w filmie” – dodaje Mario Casas. „Jest naszpicowany lawiną mocnych tekstów. Czterech majaczących facetów w jednej taksówce. Istna komedia”. „Teksty są przednie, inteligentne i dowcipne” – potwierdza Hugo Silva. „Bohater niecodzienny, który angażuje własnego syna do napadu, a później zabiera go ze sobą, żeby zyskać jego sympatię. Tak, ten film mówi także o potrzebie nawiązania bliższej relacji ojca z synem” – wyjaśnia aktor.

Sceny w taksówce były tymi, nad którymi spędzili najwięcej czasu. W dialogach, które przypominają zabawę w podawanie przedmiotu, którego nikt nie chce trzymać, poznajemy przeszłość bohaterów, tego co robili, kim są. Alex przyznaje, że to jedna z najważniejszych scen w filmie. „Mężczyźni nigdy nie rozmawiają ze sobą o swoich uczuciach, bo to odsłania nasze wady. Dlatego tak barzo bawią mnie te sceny, to jak faceci nagle zaczynają się przed sobą otwierać. Dlaczego? Bo siedząc w taksówce masz głowę skierowaną do przodu. Nie patrzysz rozmówcy w twarz”.

Jak to możliwe, że dwóch najbardziej pożądanych aktorów hiszpańskiego kina da się namówić do zagrania pary przygłupów? „Śmialiśmy się z samych siebie, z naszych symboli męskości” – tłumaczy Hugo Silva, który zdaje się przyzwyczaił się już do ciągłego porównywania go z kolegą Casasem w zestawieniach „seks symboli”. „Przyznaję, że kiedyś drażnił mnie te ten temat, ale teraz już tak nie jest. Nie możemy uniknąć tego, w czym się sprawdziliśmy. Przyciągaliśmy do sal kinowych publikę, która szukała takich postaci, jakie graliśmy. Jeśli w kolejnym filmie znowu mamy zagrać „seks symboli”, to zrobimy to, o ile spodoba nam się scenariusz, postać czy ekipa” – dodaje Mario. Álex de la Iglesia wtrąca się i mówi: „Nagram z nimi dużo filmów. Uwielbiam ten duet. Są jak Tony Curtis i Roger Moore”.

[tabs tab1=”Galeria”]
[tab id=1]


[/tab]
[/tabs]


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Miejsce na Twój komentarz
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.