Krew i arena w filmie Alberta Serry „Tardes de soledad”

Nagrodzony Złotą Muszlą podczas 72. festiwalu w San Sebastian film Alberta Serry „Tardes de soledad” wchodzi do hiszpańskich kin.

Samotność towarzysząca matadorom, w momentach chwały i w hotelowym zaciszu, stała się temat przewodnim nowego filmu Alberta Serry „Tardes de soledad” (tłum. Popołudnia samotności). Filmu, którego kataloński twórca na początku nie chciał robić. Kiedy scenarzysta i producent Jordi Balló wspominał mu o tauromachii, natychmiast ucinał temat i zapierał się, że nie interesuje go kręcenie filmów dokumentalnych, gdyż ich przygotowanie jest bardzo czasochłonne i wymaga pasji. Czas to zmienił. Motyw krwawego starcia matadora z bykami na arenach zaczął pojawiać się w jego życiu coraz częściej, a wraz z nim zrodziła się ciekawość. W końcu powiedział tak, a inspiracją do powstania filmu była biografia matadora Juana Belmonte z powieści Chavesa Nogalesa.

Andrés Roca Rey w stronu matadora (fot. Materiały prasowe)

Bohaterem filmu Serry jest matador Andrés Roca Rey. Reżyser wraz z ekipą filmową podążali jego śladami i przyglądali się przez kamerę, jak poczynał sobie na arenach w Madrycie, Bilbao, Santander i Sewilli. Odstępy między corridami, w trakcie których wertowali nagrany materiał, pomogły im w poszukiwaniu odpowiedniej narracji i odpowiedzi na nurtujące pytania, o to, jaki punkt widzenia przyjąć, co jest istotne, co wymaga wyjaśnienia oraz jaką rolę odgrywają matador i byk.

Scenariusz powstawał z sam, w miarę kręcenia i kompletowania układanki z kadrów. Na pierwszy plan wysunął się dialog między Rocą Reyem a bykami. Wyczekiwanie momentu, w którym przestaną być pionkami ustawionymi na arenie, aktorami, odgrywającymi swoje role, lecz nawiążę się między nimi więź, którą znawcy corridy określą mianem sztuki.

„Tardes de soledad” to filmowe doświadczenie. Serra aspirował do nakręcenia wyjątkowego filmu o corridzie, surowego i krwawego. W centrum uwagi znalazł się matador i jego potyczki z bykami. Nie ma trybun. Ma je zastąpić publiczność, która zasiądzie na sali kinowej. „Chcieliśmy wzbudzić te same emocje, które wywołuje obecność na arenie. To potężne doświadczenie, które ginie w trakcie transmisji telewizyjnej. Aby je wywołać, potrzebowaliśmy zbliżeń, obcowania sam na sam z bohaterami areny, zachowania ciągłości i niemalże hipnotyzującej powtarzalności” – wyjaśnił reżyser i podkreślił, że to film kierowany do widzów, nie do miłośników corridy.

RA

Ekipa filmu „Tardes de soledad” podczas premiery w San Sebastian (fot. Jorge Fuembuena)

Polska premiera podczas w lipcu podczas Międzynarodowego Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty.





Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.