Bycie artystą nigdy nie jest łatwe, a jeśli do tego jest się poetą i mieszka w Kolumbii, to mówiąc krótko ma się przekichane. Niemal każda próba dotarcia do czytelnika lub słuchacza, wzbicia się, choć na chwilę, na wyżyny i zaistnienia, skazana jest na porażkę. Tak z grubsza wygląda życie nietuzinkowego bohatera filmu „Un poeta”.
Óscar Restrepo (w tej roli Ubeimar Ríos) jest poetą absolutnym. Całe swoje życie podporządkował pasji do poezji. I choć w młodzieńczych latach udało mu się wydać kilka tomików, nie zdobył sławy, nie dorobił się fortuny i nie sprawdził się jako syn, partner ani ojciec. Mimo to nie poddaje się i uparcie idzie pod prąd. Gdy dostrzega — a może tylko mu się wydaje — ogromny potencjał pisarski w młodej dziewczynie, postanawia wprowadzić ją w tajniki sztuki poetyckiej i za jej sprawą zrealizować własne, niespełnione ambicje. Czy tym razem odniesie sukces?

Kolumbijski twórca Simón Mesa Soto nie ukrywa, że pomysł na film wziął się z jego własnych przeżyć. Fakt, że bohaterem jego filmu jest poeta, a nie filmowiec, niestrudzenie walczący o zrobienie kolejnego filmu, jest pstryczkiem wymierzonym w nos fikcyjnego bohatera, który już i tak ma pod górkę. Taki sam los dzieli wielu twórców, nie tylko z Ameryki Łacińskiej, latami szukających środków na rozpoczęcie produkcji. Tylko nielicznym udaje się coś osiągnąć.
„Po latach pracy nad własnymi projektami poznałem świat sztuki od mniej przyjaznej strony, gdzie nie brakuje oportunistów szukających tylko zarobku. Takie doświadczenia sprawiają, że oddaliłem się od niewinnych, szlachetnych pobudek, dla których wkroczyłem na tę ścieżkę” — zwierza się Mesa Soto i dodaje, że film jest spełnieniem jego najgorszej wizji przyszłości. Próbą ponownego połączenia się z młodszą wersją samego siebie, tryskającego energią, przepełnionego silną potrzebą tworzenia i kochającego kino.
Nie dajmy się jednak przestraszyć tej mrocznej wizji. Kolumbijczycy potrafią podejść do siebie z dystansem i tak też zrobił twórca. „Un poeta” jest satyrą na temat tego, jak uprawia się sztukę w kraju, gdzie jest dla niej coraz mniej miejsca. Jednocześnie film porusza uniwersalne kwestie, takie jak odnalezienie siebie w dorosłym świecie. Reżyser postawił na wolność i oryginalność. Choć sam przyznaje, że nawet nie próbując naśladować innych, trudno stworzyć coś naprawdę nowego, cieszy się, gdy słyszy od widzów, że jego dzieło wniosło do ich życia powiew świeżości.
Robert Aronowski














