73. Festiwal w San Sebastian: Jak zrozumieć powołanie?

Alauda Ruiz de Azúa zachwyca i skłania do refleksji w nagrodzonym Złotą Muszlą na festiwalu w San Sebastian filmie „Los domingos”.

W najnowszym filmie „Los domingos” (tłum. „Niedziele”) Alauda Ruiz de Azúa z uwagą przygląda się poczuciu powołania, tajemniczemu i trudnemu do uchwycenia, szczególnie dla osoby niewierzącej. Jego bohaterką jest 17-letnia Ainara, która u progu dorosłości, przed drogą, jaką wybrali dla niej najbliżsi, zaczyna rozważać wstąpienie do zakonu.

Zanim jednak reżyserka zasiadła do pisania scenariusza, musiała sama zmierzyć się z pytaniami, które stawia jej bohaterka. Pracę nad filmem poprzedziły miesiące lektur, rozmów i poszukiwań, podczas których konfrontowała własne wyobrażenia i uprzedzenia. Pierwsze szkice powstały tuż po zakończeniu pracy nad filmem „Pięć małych wilczków”, którym w 2022 roku podbiła serca widzów. Jak wspomina, był to dla niej czas odkrywania, jak wiele może łączyć wierzących, niewierzących i tych, którzy dopiero szukają swojej drogi. „Miłość do Boga, której szukają wierzący, nie różni się aż tak bardzo od potrzeby ateistów, by znaleźć coś, w czym mogliby pokładać nadzieję, jak dom i rodzina. Oba światy przenikają się, prowadzą ze sobą dialog i współistnieją na płaszczyźnie emocjonalnej oraz egzystencjalnej” – podkreśla.

Od lewej: aktor Miguel Garcés, scenarzystka i reżyserka Alauda Ruiz de Azúa, aktorki Blanca Soroa i Patricia López Arnaiz, aktor Juan Minujín i aktorka Mabel Rivera (fot. David Herranz / Materiały prasowe)

Punktem wyjścia dla Ruiz de Azúy staje się baskijska rodzina. Dom, w którym pielęgnuje się tradycję, wiarę i wzajemny szacunek. Niedziela jest tu czymś więcej niż tylko dniem mszy. To także czas rodzinnych obiadów, rytuału, który jednak zamiast zbliżać do siebie członków rodziny, z każdym tygodniem staje się coraz trudniejszy. Przy wspólnym stole wychodzą na jaw charaktery, różnice i skrywane pretensje.

Kiedy tematem jednego z takich obiadów staje się powołanie najstarszej córki, to, co dotąd pozostawało niewypowiedziane, zaczyna przebijać się na powierzchnię. Trzymane przez lata na wodzy emocje puszczają. Film staje się wówczas rozmową – między bohaterami, ale także między filmem a widzem. To jedna z największych jego zalet, zaznacza reżyserka: „Kino zachęca do zadawania sobie pytań. W miarę jak otrzymujemy kolejne obrazy, możemy stopniowo budować własne spojrzenie na historię. Twórca nie powinien narzucać gotowych odpowiedzi ani próbować nikogo pouczać czy nawracać”.

Debiutująca na wielkim ekranie Blanca Soroa, odtwórczyni roli Ainary (fot. Manu Lozano / Materiały prasowe)

Jednym z największych wyzwań było znalezienie aktorki, która mogłaby unieść ciężar tej historii. To na niej skupia się bowiem cała opowieść. Ainara znajduje się w samym środku rodzinnego świata, a jej decyzja zaczyna poruszać kolejne, nieruchome elementy. Do zagrania Ainary potrzebna była osoba o ponadprzeciętnej wrażliwości. Blanca Soroa, pasująca wiekiem do fikcyjnej bohaterki, została wybrana spośród wielu kandydatek. „Miała w sobie dużo światła i niewinności, ale także odwagę potrzebną do udźwignięcia tej roli” – wspomina Ruiz de Azúa.

Reżyserka i młoda aktorka pracowały nad postacią ramię w ramię. Nie każdą scenę budowały jednak poprzez szczegółowe wyjaśnienia. Czasem ważniejsze od zrozumienia sytuacji było uwolnienie emocji. Alauda wymyślała gry, za pomocą których Blanca miała przekazywać uczucia czy sekretne wiadomości poprzez spojrzenie, gest lub mimikę. Dostawała jedynie wskazówki. Resztę musiała odnaleźć sama.

Równie ważni są w tej historii dorośli. Ojciec Ainary (Miguel Garcés) pozostaje postacią niejednoznaczną. Próbuje zachować zdrowy rozsądek i spokój, ale sam nie jest wolny od wątpliwości. Ciotka (Patricia López Arnaiz) przeciwnie – swoje przekonania wyraża głośno i bez wahania. Jest pewna, że wie, co jest słuszne, i próbuje przekonać innych do swoich racji. Jednocześnie sama przeżywa kryzys związku, który zmusza ją do zmierzenia się z innym obliczem miłości.

Najbardziej zagadkową, a zarazem wyraziście nakreśloną postacią jest siostra Isabel (Nagore Aranburu). Łatwo byłoby przypisać jej rolę czarnego charakteru, byłoby to jednak zbyt daleko idącym uproszczeniem. Film nie daje bowiem prostych odpowiedzi ani nie podpowiada widzowi, komu powinien zaufać. Ruiz de Azúa nie ocenia swoich bohaterów ani nie rozstrzyga, czym jest prawdziwe powołanie. Zamiast tego przygląda się ich wątpliwościom, lękom i przekonaniom, pokazując, jak decyzja Ainary wpływa na całą rodzinę. Pozostawia widzowi przestrzeń do namysłu nad tym, czym jest wiara, potrzeba przynależności i poszukiwanie własnej drogi.

Robert Aronowski

Ekipa filmu „Los domingos” podczas premiery na festiwalu w San Sebastian (fot. Manu Lozano / Materiały prasowe)




Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.