Melissa Barrera: „Dałam z siebie wszystko”

novela.pl 16 sierpnia 2014 6
Melissa Barrera: „Dałam z siebie wszystko”

Pod koniec ubiegłego roku, kiedy otrzymała propozycję głównej roli w telenoweli „Siempre tuya Acapulco” nawet nie wyobrażała sobie sukcesu jaki osiągnie wcielając się w postać Olvido. Dzięki tej roli młodziutka jeszcze Melissa Barrera nie tylko zyskała ogromne doświadczenie jako aktorka, ale także skradła serca publiczności. W najbliższą niedzielę meksykańscy widzowie obejrzą wielki finał telenoweli. Z tej okazji podpytaliśmy Melissę co sądzi o swojej bohaterce, oraz co zmieniła w jej życiu i karierze pierwsza główna rola.

-To twoja pierwsza główna rola, czy jesteś zadowolona z wyniku pracy?

-Bardzo. Prawda jest taka, ze wynik jest lepszy niż sobie wyobrażałam. Kończę zdjęcia zadowolona, szczęśliwa i gotowa do kolejnych wyzwań, które są mi proponowane. Nie żałuję niczego, żadnej decyzji, którą podjęłam jako aktorka. Cieszyłam się każdą sekundą nagrań i tym, że gdy skończysz swoją ostatnią scenę możesz spojrzeć wstecz i poczuć, ze dałaś z siebie wszystko.

-Niewiele pozostało z tej Olvido, którą poznaliśmy w pierwszych odcinkach telenoweli. Transformacja jest ogromna. Jak trudne było to wyzwanie?

– Zdecydowanie to było wyzwanie. Był to taki typ postaci, tak dobrze napisanej, tak ludzkiej. Za którą my aktorzy jesteśmy wdzięczni do końca życia. Postać Olvido bardzo ewoluowała w ciągu całej telenoweli. Zmieniła się z naiwnej, niewinnej dziewczyny. Jej największym pragnieniem było poznanie prawdziwej miłości, aż w końcu musiała poświecić wszystko, nawet miłość. To kobieta, która cierpiała więcej niż można znieść. Jednak pomimo przeciwności losu pozostał w niej ten sam szczodry, szlachetny rodzaj duszy, który widzieliśmy od pierwszego odcinka. To było prawdziwe wyzwanie.

-Twoja bohaterka wiele przeszła na różnych etapach w ciągu całej telenoweli. Czy pamiętasz scenę, która kosztowała Cię szczególnie dużo?

-Było wiele trudnych scen podczas nagrań, dzięki Bogu. To są sceny, które sprawiają, ze rosnę jako aktor i jako człowiek. Scena narodzin była bardzo trudna. Po pierwsze dlatego, że takie sceny zawsze są bardzo delikatne, a po drugie, ze jeszcze nie jestem matka i nie wiem jak to jest naprawdę. Właśnie takie rzeczy kocham w aktorstwie. Miałam szanse przeżyć coś czego nigdy nie doświadczyłam w życiu i może nigdy nie doświadczę. Ogólnie wszystkie sceny dużo mnie kosztowały. Nie chciałam powielać stereotypu szaleństwa, gdy moja bohaterka przechodziła załamanie nerwowe, a to dlatego, że nie jest on prawdziwy. Wszystkie zaburzenia wynikają z urazu, w tym przypadku utraty dziecka. Zaczęłam się tym interesować, badać, czytać różne przypadki. Oglądałam filmy dokumentalne o podobnych sytuacjach, aby bliżej poznać i zobaczyć zachowania matek. To mi pomogło.

-Jak się pracuje u boku Daniela Elbittar?

-Niesamowicie. Nie mogłam marzyc o lepszym partnerze do mojej pierwszej głównej roli. Od pierwszego dnia porozumiewaliśmy się na tych samych falach i było nam łatwo pracować razem. Zawsze był ze mną i doceniam to. Zakończyliśmy zdjęcia jako para naprawdę dobrych przyjaciół i mam nadzieję, że nasze drogi przetną się ponownie w przyszłości.

-Czego nauczyła cię Olvido?

-Wielu rzeczy. Myślę, że najważniejszą rzeczą, której nauczyłam się od niej jest kochanie kogoś w sposób bezwarunkowy.

-Jakie nowe projekty masz przed sobą? Czy zobaczymy Cię ponownie w telenoweli?

-Nie zamykam drzwi przed kolejną telenowelą. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę się mogła dzielić z publicznością nową rolą. Pracuję również nad solowym albumem, który mam nadzieję uda mi się wydać na początku 2015 roku. Występuję też w teatrze i jednocześnie cały czas czekam na propozycje nowych ról, aby spełniać marzenia i iść dalej do przodu.

-Co możesz nam zdradzić o finale telenoweli. Czy zobaczymy szczęśliwą Olvido?

-Olvido zasługuje na to, aby być wreszcie szczęśliwa. Narazie mogę powiedzieć tylko tyle, że niedzielny odcinek będzie pełen akcji. Będą jeszcze trzy sceny śmierci, z których dwie będą naprawdę imponujące.

Opracowano na podstawie materiałów MasQueTelenovelas.

6 komentarzy »

  1. ola 17 sierpnia 2014 o 20:46 - Reply

    Dla mnie to zagadka, dlaczego wiele ludzi na forach mówi o tej telenoweli w samych superlatywach. Dawno nie widziałam tak głupiej historii, tak absurdalnych wątków, źle prowadzonych villanów a o samej pracy kamery się nawet nie wypowiem. Wiem, ze STA miała przyzwoitą oglądalność – chociaż nie nawiązała do tych najlepszych lat Azteci. Obejrzałam 20 odcinków i mówię nie. Azteca ma problemy, ale mam nadzieję że po tych dobrych wynikach STA nie będzie szła tą drogą. Azteca robiła kiedyś takie dobre telenowele :(

    • Ana 18 sierpnia 2014 o 09:48 - Reply

      A jakie miały tytuły te dobre telenowele? Tej nie widziałam, ale obejrzałam początki i zakończenia dwóch: „Perły” i „Córki ogrodnika” i uważam, że Azteca robi nudne telenowele, za długie (ok. 200 odc.). Obie ciekawie się zapowiadały, jednak odcinki były nudne, bardzo wolna akcja, aż zrezygnowałam z oglądania. Lepsze robią Televisa lub Telemundo.

      • Espe 18 sierpnia 2014 o 12:52 - Reply

        Dla mnie długość telenoweli absolutnie nie świadczy o jej, jakości. Ilość odcinków, o której mówisz to złote czasy Aztecki, teraz, jeśli jakaś telka ma u nich 120 odc. to już jest sukces. Mnie się akurat „Perła” podobała, ale jeśli chciałabyś obejrzeć coś nowszego i dobrego polecam „Amor Cautivo”.

      • ola 18 sierpnia 2014 o 21:24 - Reply

        Podajesz 2 tytuły i już osądzasz. Azteca robiła świetne telenowele na czele z AEC, CyS i Montecristo. Reszta takie jak Perla, LCDN, VAQ, ET są jedne z lepszych. Mnóstwo ominęłam bo Azteca wyprodukowała ponad 100 telenowel i tych tytułów jest wiele. Ale jej najlepsze czasy niestety skończyły się jakiś czas temu. Po 2010 (około tego, bo to nie jest wyraźna granica ) ich telenowele nie są już takie interesujące.
        Długość telenowel nie ma znaczenia, tak samo każdy może lubić inne telenowele Azteci, jednak chodzi mi o ogół, kiedyś ich telenowele były lepsze. A STA nawet nie ma tego klimatu co wcześniejsze ich telenowele :(

      • miko 18 sierpnia 2014 o 22:55 - Reply

        Akurat Amor en custodia i Montecristo to remaki produkcji argentyńskich – których formaty sprawdziły się także w innych krajach – zatem ich powodzenie w Meksyku nie jest w pełni zasługą Azteki, lecz Argentyńczyków. Perlę także można wciągnąć na tę listę.

        • ola 19 sierpnia 2014 o 10:35 - Reply

          Ale to są dobrze zrobione remaki. Większość telenowel z Meksyku to remaki produkcji z Południa. Poza tym świetnie zaadaptowali scenariusz, więc czemu miałabym ich nie zaliczać do świetnych telenowel.

Komentarze »

X