„Powrót do Itaki”: Diabeł tkwi w dialogach

novela.pl 13 listopada 2015 0

O tym, dlaczego nowy film Laurenta Canteta pt. „Powrót do Itaki” został objęty cenzurą na Kubie i jak odebrali go Kubańczycy po jedynym pokazie w Hawanie

„Powrót do Itaki”: Diabeł tkwi w dialogach

Kuba – gorąca wyspa, oblana lazurowym morzem, z rajskimi plażami, wzdłuż których rozpościerają się rzędy egzotycznych drzew palmowych. Niezwykle pożądany cel wakacyjnych podróży, kuszący luksusowymi hotelami, ogromem rozrywki, żarem lejącym się z nieba i zarażającą radością wypisaną na twarzach jej mieszkańców. Takiego obrazu nie zobaczymy w filmie Laurenta Canteta pt. „Powrót do Itaki”, który choć opowiada o Kubie, został tam nakręcony, a występujący w nim aktorzy mają kubańskie rodowody, zupełnie różni się od krajobrazu widywanego na widokówkach czy zdjęciach z katalogów ofert turystycznych. Rzeczywistość przedstawiona – a raczej opowiedziana – w filmie ma swoje źródło we wnętrzu pięciu rdzennych Kubańczykach, którzy na własnej skórze doświadczyli rządowych represji, a przy tym żyli w przekonaniu, iż rzeczywistość, w jakiej przyszło im egzystować jest zupełnie normalna i ze śmiałością spoglądali w przyszłość z nadzieją, że może być tylko lepiej.

Po udanym pokazie na festiwalu w Wenecji, gdzie przyznano Cantentowi nagrodę Venice Days, „Powrót do Itaki” miał być mocną kartą 36. Festiwalu Filmowego w Hawanie. W ostatniej chwili organizatorzy imprezy postanowili inaczej i bez udzielenia żadnych wyjaśnień wykluczyli film najpierw z sekcji konkursowej, a następnie całkowicie z programu. Na nic zdały się zapewnienia reżysera o tym, że chodzi o „spokojną introspekcję Kubańczyków na temat własnej ojczyzny”. Działająca sprawnie cenzura wciągnęła go na listę filmów zakazanych i jedyną, jak się wtedy wydawało, metodą na jego obejrzenie było zdobycie pirackiej kopii od straganowych handlarzy (których kolekcje znane są pod popularną nazwą „el paquete semanal”). Cztery miesiące później cenzura została zawieszona na jedyny pokaz w ramach Festiwalu Kina Francuskiego. Ten jedyny raz reżyser Laurent Cantet oraz kubański pisarz Leonardo Padura mogli zaprezentować efekt połączonych starań przed hawańską publicznością.

W opinii Kubańczyków film nie zachwyca ani fotografią, ani muzyką, a aktorzy (których dobrze znają) miewali w swoim dorobku lepsze role, jednakże jest coś, czego nie można mu zaprzeczyć: znakomicie skrojonych dialogów pióra Padury. Na łamach dziennika kubańskiego „14 y medio” pojawiły się głosy uznające za wielką zaletę „kwestionowanie [przez scenarzystę] tego, co dotąd było niekwestionowane”. Dla przykładu, użytkowniczka laridares podkreśla – w nawiązaniu do postaci okulistki ledwo wiążącej koniec z końcem kreowanej przez Isabel Santos -, jak wielkie zdziwienie wywołuje u obcokrajowców wiadomość, że lekarz na Kubie zarabia od 40 do 60 dolarów miesięcznie: „Kiedy mówi o sobie «jestem prostytutką», bo zgadza się, by pacjenci przynosili jej jedzenie albo wykonywali naprawy, wydaje mi się właściwe podważanie takiego sposobu na życie, które na Kubie stało się codziennością. Ludzie przestali uważać za nienormalne to, że nie mogą utrzymać się z pensji”. Doceniona zostają odwaga Padury za podważenie triumfalistycznych haseł propagowanych przez reżim, trafne ujęcie poczucia zagubienia Kubańczyków, którzy nie wiedzą, jaki los czeka ich ojczyznę oraz strach przed publicznym wskazaniem winnego obecnej sytuacji. Dlatego widzom, którzy zdecydują się na seans, polecamy wczytać się dobrze w potok słów wylany przez bohaterów „Powrotu do Itaki”, w których obalane są mity na temat kraju uznawanego za ostatnią ostoję socjalizmu i jej mieszkańców.

Robert Aronowski

Komentarze »

X